Środa [30.03.2011, 13:38]

Ostatnie tygodnie to prawdziwy pokaz buty i bezczelności nowej gwiazdy PiS. Poseł Adam Hofman, który sprawuje funkcję rzecznika Prawa i Sprawiedliwości nie zauważył, że błyskotliwe kariery u boku prezesa Kaczyńskiego kończą się równie szybko jak szybko się zaczynały a on sam jeszcze do niedawna traktowany był, jako otyły nieudacznik, który często stawał się obiektem żartów swoich partyjnych kolegów. Hofman trafił do PiS dzięki układom z prominentnymi działaczami dawnego ROP-Ruchu Odbudowy Polski. Młodego posła zauważył i błyskawicznie wypromował poseł Adam Lipiński. Szybka kariera w młodzieżówce PiS i duże "plecy" posła Lipińskiego nie pomogły Hofmanowi w dwukrotnym kandydowaniu do europarlamentu. Jego nieudane starty były krytykowane przez partyjnych działaczy, którym Hofman przy pomocy swoich promotorów zabierał dobre miejsca na listach wyborczych. Młodego nieudacznika wspominają partyjni koledzy, którzy opowiadają o jego chorych ambicjach wielkim parciu na szkło i ciągłym skargom na media kierowanym do kierownictwa klubu. Hofman wielokrotnie skarżył się, że nie jest dostrzegany przez środki masowego przekazu, które nie pozwalają mu się wybić. Nieudane próby startu w wyborach do PE zaowocowały przepchnięciem młodego polityka na parlamentarne listy wyborcze i wyborem do Sejmu RP.
Po kilku latach bycia w cieniu i odejściu kilku czołowych polityków PiS do PJN Hofman zwęszył okazję do wypłynięcia na szerokie wody polskiej polityki. Dziś wybujałe ambicje Hofmana trafiły na podatny partyjny grunt a o zainteresowanie dziennikarzy nie trzeba już zabiegać. Z polityka trzeciego szeregu stał się rzecznikiem Klubu PiS gromiąc w walce o to stanowisko Jacka Kurskiego, który kiedyś brylował w krajowych mediach. Kariera i osobowość Hofmana do dziś są obiektem wielu kpin ze strony niektórych posłów z jego partii. Politycy PiS opowiadają o tym, że Hofman zawsze gotowy na wywiad lub konferencję prasową śpi w makijażu a ostatnio zatrudnił zagranicznego specjalistę, który przy pomocy drakońskiej diety ma doprowadzić do uatrakcyjnienia jego wyglądu. Często przypomina się również donosicielstwo nowego rzecznika partii, czym zyskał sympatię i uznanie Jarosława Kaczyńskiego. Posłowie odchodzący do PJN mieli rozmawiać na ten temat również z Hofmanem, który natychmiast powiadomił prezesa Kaczyńskiego o szykowanym buncie składzie osobowym odchodzących i planach utworzenia nowej partii. Uznanie prezesa i wszechobecne kamery, które towarzyszą Hofmanowi na każdym kroku sprawiły, że młody i niedoświadczony poseł pozuje na medialnego gwiazdora, który mając monopol na rację może powiedzieć wszystko o wszystkich.
Poseł Adam Hofman mocno rozwinął swoje polityczne skrzydła i zaczyna pozwalać sobie na coraz więcej. Wszechwiedzący i wszechmocny rzecznik PiS zdobył się nawet na publiczny szantaż skierowany w stronę władz. Mistrz męskiego makijażu wykazujący się ostatnio wyjątkową bezczelnością i pewnością siebie powiedział w udzielonym przez siebie wywiadzie, że jeśli władze postawią pomnik, który będzie zgodny z oczekiwaniami Kaczyńskiego i partii to jest możliwe będzie szybkie zakończenie żałoby i powstrzymanie ulicznej anarchii podsycanej przez Kaczyńskiego. Hofman zagroził również eskalacją wydarzeń na placu pod Pałacem Prezydenckim w przypadku nie spełnienia przez władze tych żądań o znamionach szantażu. Zapowiadana przez posła eskalacja wydarzeń została przez niego nazywana gestami solidarności ludzi, którzy domagają się prawdy. Mocno pobudzony i zakochany w sobie poseł chyba zapomniał, że p.o. Prezydenta zarządził 10 kwietnia 2010 r. żałobę narodową, która dobiegła końca po siedmiu dniach. Hofman to prawdziwy młody "recydywista", który za swoje bezczelne wypowiedzi był już ukarany. Sejmowa Komisja Etyki upominała niepokornego narcyza za jego wypowiedzi w tym tą o Januszu Palikocie, kiedy twierdził, że należałoby go powiesić na najbliższej gałęzi. Obecnie na "tapecie" znalazła się kolejna skandaliczna wypowiedź Hofmana, w której nawoływał do odstrzelenia Stefana Niesiołowskiego. Przysłowiowa woda sodowa sieje w głowie tego posła straszliwe spustoszenie.
komentarzy
Piątek [25.03.2011, 9:20]

Zbliżająca się rocznica katastrofy pod Smoleńskiem sprawia, że PiS i związane z nim środowiska nie wytrzymują psychicznie. Doskonałym przykładem szybko rozwijającej się rocznicowej schizofrenii smoleńskiej jest pan red. Sakiewicz, który zajął się jakże ważnym dla prawdziwych Polaków tematem sikania!. "Gazeta Polska" dokładnie rozpracowała stołeczne służby porządkowe obserwując przy tym bacznie obywateli stolicy załatwiających swoje potrzeby fizjologiczne na łonie matki natury. Wnioski śledczych z "Gazety Polskiej" zajmujących się szeroko pojętym tematem uryny i miejscami jej ujścia są zatrważające i mówią o tym, że Straż miejska i policja z powodzeniem ścigają sikających pod palmą na Rondzie De Gaulle'a w Warszawie przy ich biernej postawie ws. sikających na krzyż przy Krakowskim Przedmieściu oraz na jego rozmodlonych obrońców!. Jak widać problem wydalania moczu jest dla Tomasza Sakiewicza i Jarosława Kaczyńskiego bardzo poważny skłaniając tym samym partię oraz jej organ prasowy do zaskakujących przemyśleń i wniosków. Czy stołeczni włodarze powinni wyjść naprzeciw oczekiwaniom obu panów i przymusowo zacewnikować wszystkich tych, którzy przechodzą obok Pałacu Prezydenckiego?
Publikacje skrajnie prawicowej prasy, które są starannie cenzurowane przez prezesa PiS mówią o tym, że Platforma Obywatelska stosuje wobec obrońców krzyża samego symbolu oraz wobec pamięci o prezydencie Lechu Kaczyńskim metody podobne do tych, które przez wieki stosowali sowieccy zbrodniarze. Jarosław Kaczyński, który zaprzęgną zwłoki swojego brata do wyborczego rydwanu, na którym chce wjechać do Kancelarii Premiera za pośrednictwem swoich publicystów próbuje wmówić Polakom, że mamy do czynienia z walką z pamięcią o Lechu Kaczyńskim. Walka widziana oczami pałającego chęcią zemsty prezesa ma przybierać różne formy chamstwa brutalnego zezwierzęcenia i zdziczenia. Zdesperowany Kaczyński konfabuluje opowiadając o biciu lżeniu i wyrywaniu starszym kobietom z rąk kwiatów składanych przed Pałacem Prezydenckim. Niewykluczone, że tuż przed jesiennymi wyborami pan prezes przeliczy "obrońców", którzy zmarli od ubiegłego roku i ogłosi wielkie rytualne morderstwo dokonane przez splamionego już krwią premiera Tuska.
Prawy i sprawiedliwy prezes Prawa i Sprawiedliwości tak bardzo przejął się wszechobecnym spiskiem na niego i jego nieżyjącego brata, że 10 kwietnia postanowił przy pomocy swoich bojówek zorganizować prawdziwą dywersję na ulicach Warszawy. Kaczyński zaczyna uruchamiać swoje ludzkie "słupy", które nie przyznając się do partyjnej przynależności występują do władz stolicy o zgodę na rzekomo niezależne organizacje obchodów rocznicy 10 kwietnia, jako osoby prywatne. Plan Jarosława Kaczyńskiego zakłada, że jego wysłannicy otrzymają zgodę na organizację niezależnych uroczystości i potem łącząc się w jedną wielką zadymę spowodują paraliż komunikacyjny miasta ze szczególnym uwzględnieniem Krakowskiego Przedmieścia. Anonimowi "patrioci" przebiegłego prezesa zostali w kilku przypadkach zidentyfikowani, jako czynni działacze warszawskich struktur PiS pochodzący z CBA i nadzorowani przez Mariusza Kamińskiego, który przewodzi warszawskiemu PiS-owi.Wśród starających się o zgodę na niezależne obchody rocznicy są również aktywiści sekty Rydzyka, którzy chcą wziąć czynny udział w wielkiej i bezprawnej blokadzie stolicy.
komentarzy
Środa [23.03.2011, 18:08]

Adam Małysz bardzo ostro skrytykował prezesa Jarosława Kaczyńskiego i Martę Kaczyńską wytykając im bezsensowny pochówek pary prezydenckiej na Wawelu. Polski mistrz skoczni zapytał publicznie Kaczyńskiego, dlaczego nie składa kwiatków w Krakowie tylko w obecności tłumów pod bramą Pałacu Prezydenckiego. Małysz określił zachowanie Jarosława Kaczyńskiego i Marty Kaczyńskiej, jako śmieszne i podkreślił, że Polacy mają dość politycznych rozgrywek toczących się wokół tragedii smoleńskiej. Reakcja prezesa na słowa sportowca była natychmiastowa. Jarosław Kaczyński zapytany o ocenę wypowiedzi skoczka podczas swojego nieudanego sklepowego show z kurczakiem i cukrem w roli głównej powiedział jedynie, że Adam Małysz jest autorytetem w dziedzinie skoków narciarskich, a nie w polityce. Agresja i frustracja prezesa zostały natychmiast zauważone przez wszystkie media a doradcom naburmuszonego awanturnika zapaliła się przysłowiowa czerwona lampka. Szybko uruchomiono wyborczy kalkulator i z przeprowadzonego na nim działania wyszło, że Kaczyński po raz kolejny zrobił z siebie idiotę a uwielbiający Małysza wyborcy mogą go za te słowa boleśnie skarcić.
Wobec wielkiej gafy, jaką ponownie popełnił oderwany od rzeczywistości prezes partyjne siły szybkiego reagowania rozpoczęły natychmiastową procedurę "odkręcania" wypowiedzi swojego nieobliczalnego przywódcy. Przed kamery i mikrofony wystawiono wyjątkowo aktywną ostatnio wiceszefową Prawa i Sprawiedliwości, która skompromitowała się jeszcze bardziej niż znany z tego odrealniony wódz. Posłanka Szydło zaprosiła skoczka na spotkanie z Kaczyńskim próbując przekonywać, że Adam Małysz nie ma odpowiedniego rozeznania, co do sytuacji, jaka aktualnie ma miejsce w kraju a powrót do realnie otaczającej go rzeczywistości może zagwarantować mu spotkanie z prezesem, który wyjaśni mu, co się tak na prawdę dzieje i dlaczego co miesiąc pojawia się ze swoimi dzikimi bojówkami przed Pałacem Prezydenckim. Szydło próbowała również uspokoić mistrza zapewniając, że może przybyć bez żadnych obaw, ponieważ spotkanie ma być bardzo spokojną rozmową. Spokojna rozmowa pana Kaczyńskiego sprowadzi się zapewne do próby udowodnienia góralowi z Wisły, że wcale nie jest takie pewne, że białe jest białe, a czarne jest czarne . Małysz dowie się również, że wszystkie próby prawidłowego rozróżnienia tych kolorów to ewidentna wina Tuska.
komentarzy
Sobota [19.03.2011, 19:36]

Wszyscy mamy w pamięci gorące wydarzenia z lata 2007 roku, kiedy to pielęgniarki protestowały pod kancelarią premiera Kaczyńskiego w sprawie podwyżek wynagrodzeń i reformy opieki zdrowotnej. Delegacja związku zawodowego pielęgniarek i położnych jadąc wtedy do Warszawy, nie spodziewała się, że protest potrwa dłużej niż jeden dzień. Kiedy Kaczyński zignorował kobiety i odmówił spotkania z nimi te zdecydowały się demonstrować non stop pod kancelarią ówczesnego szefa rządu. Przewodniczące strajkujących wystąpiły do władz miasta Warszawy o rejestrację tzw. białego miasteczka, którą otrzymały. Propagandowa machina rządowa skrytykowała wtedy prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz twierdząc, że nie miała ona prawa zarejestrować legalnej manifestacji pielęgniarek. Wobec decyzji pani prezydent Jarosław Kaczyński uruchomił wszelkie możliwe instytucje, którym postawiono zadanie znalezienia kruczków prawno-administracyjnych i definitywnej likwidacji białego miasteczka. Pamiętną i żenującą akcję przeciwko pielęgniarkom przeprowadził ówczesny Wojewoda Jacek Sasin, który pod pretekstem zagrożenia sanitarnego w białym miasteczku zarządził zakończoną fiaskiem interwencję inspektora sanitarnego. Wojewoda mazowiecki dostał w czerwcu 2007 roku jasne polecenie od premiera Kaczyńskiego: zlikwidować białe miasteczko. Pomimo tego, że Sasin robił, co mógł żeby ten rozkaz wykonać namiotowe miasteczko pozostało.
Nieudane próby zlikwidowania protestu i wejście delegacji do budynku kancelarii doprowadziły do kilku histerycznych wystąpień premiera Kaczyńskiego, który grzmiał, że pielęgniarki, bezprawnie okupujące kancelarię premiera, popełniają przestępstwo. Premier Kaczyński nakazał przygotowanie pisma-straszaka, w którym pisano, że protestujące łamią prawo i mogą zostać w każdej chwili usunięte siłą z gmachu, który okupują. Postulaty zgłaszane wtedy przez środowisko pielęgniarek spotkało się z komentarzem ze strony ówczesnego premiera, który stwierdził, że jedynym skutkiem ich działań to determinacja w dokonywaniu przestępstwa, które po zakończeniu protestu zostanie surowo ukarane. Wywieranie presji i straszenie konsekwencjami prawnymi nie dało jednak rezultatu i krytykujący PRL-owskie działania Kaczyński przeszedł do realizacji planu złamania ich psychiki poprzez odcięcie protestujących w gmachu kobiet od świata zewnętrznego. Jarosław Kaczyński nakazał zagłuszać wszystkie telefony komórkowe znajdujące się w obrębie Kancelarii Premiera, by utrudnić im kontakt z koleżankami prasą i zaniepokojonymi o ich losy najbliższymi. Po ujawnieniu skandalu ówczesny premier oświadczył, że przerwanie łączności telefonicznej z gmachem kancelarii było związane z innymi czynnikami związanymi z bezpieczeństwem państwa.
Dziś do jesiennych wyborów pozostało już tylko kilka miesięcy i polityk, który przeciwko tym samym osobom stosował UB-eckie metody zastraszania stał się ich zagorzałym entuzjastą. Prezes Kaczyński polubił znienawidzone pielęgniarki z białego miasteczka, bo nadarza się kolejna okazja żeby coś ugrać. Kobiety, które kiedyś chciał brać głodem stały się jego oczkiem w głowie a ich problemy uznał za jeden z priorytetów swojego programu wyborczego. Protest podzielonego w sprawie kontraktów środowiska pielęgniarek jest postrzegany przez wszystkie ugrupowania, jako wewnętrzna sprawa grupy zawodowej, która musi dogadać się we własnym gronie. Tak właśnie postrzegają sprawę kontraktów wszyscy oprócz Kaczyńskiego, który tak na prawdę nie orientuje się, o co w tym wszystkim chodzi. Kaczyński wie za to, że zatrudnianie na korzystnych finansowo kontraktach jest skrajnie szkodliwe i otwiera drogę do prywatyzacji szpitali. Kaczyński wie, że jedyną formą zatrudnienia powinna być umowa o pracę i odchodzenie od tej formy jest skrajnie szkodliwe i chore. Niezorientowany w meritum sporu Kaczyński rzuca polityczne hasła twierdząc, że wszystkiemu winien jest system Tuska, który musi być bardzo głęboko zmieniony. Kaczyński wie, że musi wygrać za wszelką cenę a kobiety, które przed czterema laty de facto spacyfikował mogą mu się bardzo przydać. Kat białego miasteczka z 2007 roku dziś żąda dla swoich ofiar posiłków i ciepłych koców przypominając, że to dzięki niemu białe miasteczko było żywione i utrzymywane przy wyjątkowej dbałości o sen i relaks...
komentarzy
Piątek [18.03.2011, 11:45]
W rozpoczynającej się już kampanii przed wyborami parlamentarnymi politycy PiS mamią wyborców wizjami PiS-u, jako ugrupowania, którego jedynym celem jest ich dobro. Niezliczone konferencje prasowe pełne są frazesów mówiących o tym, że zatroskana losami obywateli partia postawi na kwestie finansów publicznych, reformy gospodarki, sprawy społeczne, rozwój oświaty i uzdrowienie służby zdrowia. Wielokrotnie przywołuje się konferencję PiS na temat gospodarki, podczas której Kaczyński opowiadał o swoim patriotyzmie gospodarczym planach ograniczenia prywatyzacji sektorów uważanych za strategicznie ważne dla kraju a także o przeciwne wejściu Polski do strefy euro. Podatnicy zasypywani są obietnicami obniżenia podatku VAT a rolnicy wizją mlekiem i miodem płynącej i dostatnio żyjącej wsi. Prezes Kaczyński, który na międzynarodowym forum opowiedział się za likwidacją dopłat dla rolników tuż przed wyborami staje się ich orędownikiem.
Zapowiadany jest prężnie działający Fundusz Wspomagania Wsi i utrzymanie składek odprowadzanych do KRUS. Wśród przedwyborczych zapowiedzi znalazła się również wizja nowej polityki zagranicznej polegającej na konfrontacyjnym kursie wobec Moskwy przy poprawie wzajemnych relacji z zachodem. Najważniejszym punktem jeszcze niedawno proponowanego pakietu rozwiązań była sprawa Smoleńska. Politycy PiS jak i sam prezes Kaczyński pytani, czy sprawa katastrofy smoleńskiej znajdzie swoje odzwierciedlenie w programie wyborczym partii, odpowiadali, że nie będzie to stanowić elementu wyborczego i to Polacy sami rozsądzą jak na prawdę wygląda prawda o katastrofie a także działania rządu w sprawie jej rzetelnego wyjaśnienia. Najnowszy wywiad Jarosława Kaczyńskiego dla partyjnego organu prasowego "Gazeta Polska" nie pozostawia żadnych złudzeń, co do tego, że prezes PiS jest zwykłym politycznym oszustem, który przy pomocy kłamstw chce dojść do upragnionej władzy.
Szef Prawa i Sprawiedliwości zdradził na łamach wspomnianej już "Gazety Polskiej" swoją tajemnicę, która mówi o tym, po co PiS-owi wygrana w wyborach. Pan Kaczyński usiłuje wmawiać Polakom, że nie interesuje go posiadanie władzy i powrót do IV RP, co wielokrotnie sugerowali podli oszczercy będący na usługach Tuska. Słowa Kaczyńskiego są dowodem na to, że celem prezesa jest zemsta. Polityczny oszust potwierdził, że chce wygrać wybory tylko po to, aby pokazać Polakom prawdę o katastrofie pod Smoleńskiem. Plan jest, zatem prosty. Kaczyński zostaje premierem rzuca wszystko i natychmiast zabiera się za weryfikację informacji na temat wypadku. Po zakończeniu tych działań, którymi zająłby się pan Macierewicz prezes PiS zapowiada natychmiastowe rzucenie NOWEGO ŚWIATŁA na sprawę przyczyn katastrofy. Wywiad zawiera równie stare i wytarte już sztuczki słowne w stylu "wiem, ale na razie nie powiem". Pan Kaczyński obiecuje, że powie, ale tylko wtedy, gdy Polacy zrobią go premierem. Sprawa jest, więc jasna a zaprzyjaźnione z prezesem zakłady stolarskie zapewne już teraz szykują materiały pod budowę szubienic.
komentarzy
Wtorek [15.03.2011, 17:33]
Mitomania to patologiczna skłonność do kłamania, mijania się z prawdą i opowiadania nieprawdziwych historii, przedstawiających opowiadającego w bardzo korzystnym świetle. Mitomania różni się tym od zwykłego kłamstwa, że osoba opowiadająca sama nie jest w stanie oddzielić prawdy od własnej fantazji. Mitomanami są najczęściej osoby o mocno rozchwianej psychice i zmiennym nastroju, którzy dzięki opowiadaniu rzeczy niestworzonych chcą być w centrum zainteresowania przy jednoczesnym odczuciu własnego zaspokojenia. Dziś słów kilka o dwóch takich właśnie przypadkach.
Ulubieniec polskich mediów, który przewodniczy parlamentarnemu zespołowi ds. mitów i insynuacji smoleńskich dokonał nowego odkrycia. Wniosek brzmi jednoznacznie: Tusk kłamie!. Pan Macierewicz przedstawił dokument, z którego wynika, że rosyjska strona rządowa nie życzyła sobie wspólnej wizyty prezydenta Kaczyńskiego i premiera Tuska w kwietniu 2010 roku. Cóż w tym odkrywczego skoro Kaczyński był zdeklarowanym wrogiem prezydenta i premiera Rosji? Odkrycie jest, bo według partyjnej gazetki redaktora Sakiewicza polski rząd to zaakceptował. Cóż w tym odkrywczego skoro prezydent Kaczyński przez całą swoją kadencję ostro torpedował politykę zagraniczną rządu ze szczególnym naciskiem na stosunki z Kremlem? Odkrycie znowu jest, bo według Antoniego Macierewicza premier Tusk chce zrzucić odpowiedzialność za rozdzielenie zeszłorocznych wizyt w Katyniu na Lecha Kaczyńskiego. Akurat w tym konkretnym punkcie trudno nie zgodzić się z obłąkanym posłem PiS. Tusk od dłuższego czasu pokazuje, kto był sprawcą polskich kompromitacji na międzynarodowej arenie a także chwilowego załamania się stosunków polsko-rosyjskich i kto przez swoje fobie oraz naciski brata doprowadził do śmierci 96 osób. Prawda bardzo boli. Kaczyńskiego nie chcieli Rosjanie jak i nie chciała go większość europejskich rządów. Dramat tego zakompleksionego i sterowanego z zewnątrz człowieka sięgnął zenitu, kiedy wyrzekł się go również rząd kraju, którego był prezydentem.
Niebywałą wręcz aktywność wykazuje ostatnio redaktor naczelny "Gazety Polskiej", który stara się sprostać wyzwaniu i nadążyć za opowiadającymi w mediach dyrdymały politykami PiS. Według Sakiewicza w Smoleńsku doszło jednak do zamachu i jest to łatwe do udowodnienia. Pierwszym i najważniejszym argumentem jest to, że Rosja chciała uśmiercić niewygodnego dla niej prezydenta i towarzyszącą mu wojskową elitę w osobach generałów paktu NATO. Sakiewicz nie wyklucza również aspektu propagandowego, który zamachem na polską głowę państwa miał stanowić ostrzeżenie dla wszystkich, którzy w przyszłości zechcą postawić się Kremlowi. Jak mogło dojść do zamachu na oczach tylu ludzi? - pyta Sakiewicz udzielając jednocześnie wyczerpującej odpowiedzi. Zdaniem publicysty GP władze Rosji zadbały o to by żadnych świadków nie było a gdyby tacy się znaleźli, aby ich uśmiercono. Przedstawione rewelacje kończy mini wykład ma temat metody przy pomocy, której zabito 96 polskich obywateli. Sakiewicz twierdzi, że brak śladów eksplozji niczego nie dowodzi i prowadzi do wniosku mówiącego o tym, że samolot zniszczono przy pomocy bliżej nieznanego czynnika zewnętrznego poruszającego się w przestrzeni powietrznej polskiego samolotu, celowej dezinformacji, sabotażu na pokładzie lub użycia niekonwencjonalnej broni będącej w arsenale armii rosyjskiej.
komentarzy
Poniedziałek [14.03.2011, 11:11]
Cały świat z przerażeniem obserwuje tragiczne skutki wielkiego trzęsienia ziemi, które w ubiegłym tygodniu nawiedziło Japonię. Według najnowszych danych ofiarami wstrząsów i towarzyszącemu im Tsunami mogło paść nawet kilka tys. osób a blisko 10 tys. uważane jest za zaginione. W sumie ze skutkami trzęsienia i tsunami walczy już ponad 100 tys. ludzi a pomoc dla dotkniętego straszliwym kataklizmem kraju zaoferowało ponad 70 krajów. Cały świat śle głębokie wyrazy współczucia rządowi Japonii oraz wszystkim, którzy zostali bezpośrednio poszkodowani na skutek tej straszliwej tragedii. Tak też uczynili Polacy i ich rząd postępując zgodnie z zasadami moralności przyjętej przez naród, którego są częścią. Niestety polska moralność na różne oblicza i coraz częściej mamy do czynienia z odstępstwami od tej powszechnie przyjętej normy.
Jest w Polsce pewien człowiek mający się za prawdziwego bohatera, bohatera, któremu wydaje się, że reprezentuje grupę ludzi prawych szlachetnych i nieomylnych. Bohater ten usiłuje przedstawić się, jako doskonała jednostka, która osiąga wielkie sukcesy bez wykorzystywania do tego innych. Wizja ta jest złudna gdyż, kiedy inni płaczą z rozpaczy ten właśnie wielki bohater płacze ze szczęścia. Gdyby ktoś zapytał czy na dramacie mieszkańców kraju kwitnącej wiśni da się w Polsce zbić polityczny kapitał odpowiedź wydawałby się jednoznaczna i oczywista. Wydawałaby się, ale nie dla redaktora naczelnego "Gazety Polskiej", który wzorem zmarłych w katastrofie pod Smoleńskiem postanowił wykorzystać japońskie ofiary kataklizmu dla politycznej misji wykonywanej na rzecz Jarosława Kaczyńskiego i jego partii.
Tomasz Sakiewicz w swoim najnowszym felietonie poświęca ofiarom japońskiego kataklizmu dosłownie jedno zdanie. Naczelny "Gazety Polskiej" skupia się na ważniejszych sprawach, bo nie o ofiary i współczucie tutaj chodzi. Sprawa Smoleńska pokazała, że dla obozu Kaczyńskiego ofiary są po to, aby służyć w konkretnym politycznym celu i nie istotne jest czy ginie setka czy tysiące ludzi. Najważniejsze sprawy poruszone przez Sakiewicza w wypowiedzi na temat Japonii to kryzys, który niebawem dotknie obiecaną Polakom zieloną wyspę Tuska. Dramat rozgrywający się w Azji jest również doskonałą okazją do poruszenia sprawy, OFE i kradzieży pieniędzy, jakiej dopuszcza się rządowy układ trzymający władzę. Jak przystało na prawdziwego katolika i człowieka głębokiej wiary Sakiewicz wyraża nadzieję, że kryzys gospodarczy, który może zostać wywołany przez wydarzenia w Japonii zmiecie nieudolny polski rząd doprowadzając do objęcia władzy przez ludzi niebojących się Rosji.
Wiele można by tu napisać. Nie przebierając w słowach można by sporządzić szkic charakterologiczny redaktora naczelnego "Gazety Polskiej", który wykazałby, że mamy do czynienia z wyjątkową kreaturą. Powaga sprawy, którą Sakiewicz wykorzystał do celów politycznych skłania jednak do większej wstrzemięźliwości. Przywódca ulicznych bojówek Jarosława Kaczyńskiego działa na rzecz swojego mocodawcy bez względu na środki i metody, dążąc do osiągnięcia przyjętego celu, nawet po trupach. Sakiewicz nie liczy się z uczuciami innych depcząc jednocześnie ich godność. Ludzie i ich tragedie nie są dla niego żadną wartością stanowiąc jednocześnie paliwo do rozpędzonej lokomotywy wyborczej, którą na wieczną polityczną bocznicę prowadzi prezes Kaczyński. Dla tych ludzi reguły moralne nie funkcjonują niezależnie od okoliczności, jakie towarzyszą ich działaniom. Ludzie pokroju Sakiewicza idą po trupach do władzy nie zważając na to, że depczą nawet te spod cudzych gruzów.
komentarzy
Czwartek [10.03.2011, 10:22]

Dubigate nabiera rozmachu i na jaw wychodzą nowe i bardzo ciekawe fakty dotyczące zięcia prezydenta Kaczyńskiego oraz samej głowy państwa. Dziennikarze jednej z gazet ujawnili, że straszący procesami o zniesławienie Dubieniecki kręcił lody z innym kryminalistą Krzysztofem T. Przestępca spotykający się z mężem Marty Kaczyńskiej był poszukiwany listem gończym, o czym adwokat doskonale wiedział. Kompana Dubienieckiego, który odsiedział wcześniej wyrok za gwałt i zastraszanie świadka ścigano za kierowanie dużą grupą przestępczą wyłudzającą bankowe kredyty. List gończy rozesłany za T.nie przeszkodził mecenasowi Dubienieckiemu przy pośredniczeniu w transakcji sprzedaży udziałów w pewnej firmie. Transakcja pilotowana przez zięcia tragicznie zmarłego prezydenta została zawarta pomiędzy Krzysztofem T. a Adamem S. ps,.Matucha, którego ułaskawił Lech Kaczyński. Na uwagę zasługuje również fakt, że były prezydent wiedział o podejrzanych kontaktach swojego zięcia. Według byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka prezydent Lech Kaczyński sprawdzał czy CBA interesuje się interesami jego zięcia. Kaczmarek opisał również nerwową reakcję Kaczyńskiego na wieść, że w kręgu zainteresowań Centralnego Biura Antykorupcyjnego znajduje się jego zięć. Relacje Kaczmarka na temat niestandardowego i dziwnego zainteresowania Lecha Kaczyńskiego ta sprawą potwierdził były komendant główny policji oraz ówczesny szef Centralnego Biura Śledczego.
Rumieńców i rozpędu nabiera również tzw. wątek kancelaryjny i wielkie zaangażowanie jej wysokich rangą urzędników w sprawę ekspresowego ułaskawienia wspólnika Marcina Dubienieckiego. Sprawa ułaskawienia Adama S. ps."Matucha" miała spoczywać w rękach dwóch prezydenckich ministrów. Pracujący w iście ekspresowym tempie ministrowie Piotr Kownacki i Andrzej Duda zwracali się do Prokuratora Generalnego w sprawie ułaskawienia Adama S. Wniosek Kancelarii Prezydenta nie uzyskał wtedy akceptacji, co nie zniechęciło jednak prezydenta Kaczyńskiego do skorzystania z przysługującego mu prawa łaski. Mimo negatywnej opinii prokuratury i braku przesłanek do zastosowania tegoż aktu przestępca został szybko ułaskawiony. Wyjątkowy tryb ułaskawienia "Matuchy" potwierdza również były minister sprawiedliwości Andrzej Czuma, który w maju 2009 roku otrzymał od szefa kancelarii Piotra Kownackiego pismo, w którym ten informował, że prezydent Lech Kaczyński wszczął z urzędu procedurę ułaskawienia przestępcy. Czuma zwrócił uwagę na tempo przy pracach nad wnioskiem i wyjątkowe jego zdaniem zainteresowanie losami tego dokumentu wykazywane przez prezydenckich ministrów.
Główni gracze w sprawie Adama S. wykazują się nadzwyczaj dobrym samopoczuciem i jednocześnie dziwnymi zanikami pamięci. Minister Andrzej Duda obrał najwygodniejszą dla siebie taktykę polegającą na opowieściach na temat rzekomego medialnego ataku na osobę zmarłego prezydenta oraz niepamięci dotyczącej tamtych wydarzeń. Ówczesny minister Andrzej Duda, który jako bliski kolega pana Draby, czyli cichego wspólnika Dubienieckiego i "Matuchy" odegrał w ułaskawieniu gangstera kluczową rolę przedstawił teorię, według której sprawę rozdmuchano, ponieważ zbliża się rocznica katastrofy smoleńskiej i przed jej obchodami próbuje się zdyskredytować Lecha Kaczyńskiego. Były minister Kownacki, który w imieniu kancelarii Lecha Kaczyńskiego składał wniosek do prokuratury generalnej jak i sam Draba również stracili pamięć powtarzając po byłym ministrze Dudzie, że wszystkie podane przez media informacje to haniebny atak medialny, który ma na celu zniszczenie dobrego imienia i pamięć, po tragicznie zmarłym Lechu Kaczyńskim. Obaj panowie zaznaczyli przy tym, że prezydent Kaczyński rozpatrując wnioski o ułaskawienie wykazywał się bezstronnością i ostrożnością. Efekty tej bezstronności i uwagi stosowanych przez jak to nazwano najbardziej krystalicznie czystego człowieka widać gołym okiem.
Pewność siebie wyjątkową butę i bezczelność wykazuje za to człowiek, który mógł przyczynić się do wprowadzenia bossów polskiej mafii na prezydenckie salony. Mecenas Dubieniecki atakuje media twierdząc, że wszystkie doniesienia o jego kontaktach ze światem przestępczym to polityczne ataki przy pomocy haków. Dubieniecki straszy sądem dziennikarzy opisujących jego "karierę" podkreślając, że kampania medialna jest polowaniem na jego osobę. Adwokat stawia się w pozycji osoby niewinnej i całkowicie postronnej podając nieprawdziwe informacje jakoby wymieniani wcześniej przestępcy nigdy nie byli jego wspólnikami. "Wszystkie te sprawy, które otrzymały taki rozgłos, które powstały z nierzetelnego dziennikarstwa i insynuacji zawartych w tych artykułach, będą musiały być wyjaśnione przez niezawisłe sądy, a osoby i redakcje odpowiedzialne za nie będą musiały ponieść odpowiedzialność prawną" - odgraża się mąż Marty Kaczyńskiej. Pan Dubieniecki nie był jednak w stanie odnieść się do spotkania na sopockim molo, kiedy to omawiał swoje interesy z przebranym i ucharakteryzowanym Krzysztofem T., którego ścigała wtedy policja w całym kraju. Wszystkie opublikowane dotychczas fakty skłaniają do stwierdzenia, że w Polsce mamy do czynienia z prawdziwym Dubigate.
komentarze
Środa [ 9.03.2011, 14:12]
Kiedy super duet Pospieszalski-Stankiewicz zapowiadał nowego propagandowego knota pt. "Krzyż" a pan Dubieniecki straszył sądem wszystkie redakcje, które opisały jego związki ze światem przestępczym za sprawą Antoniego Macierewicza nad krajem ponownie uniósł się fetor z puszczonego przez posła PiS brzydkiego propagandowego bąka. Ostanie doniesienia na temat wyczynów generała Błasika na płycie lotniska na Okęciu oraz prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który wszelkimi możliwymi sposobami próbował sterroryzować załogę swojego samolotu podczas podróży do Gruzji zbiły pomysłowego posła z tropu. Teorie mówiące o zamachu legły w gruzach a generał Błasik i prezydent Kaczyński, których przedstawiano, jako krystalicznie czystych okazali się być bezwzględnymi i gotowymi na wszystko desperatami. Macierewicz, któremu skończyły się koncepcje na nowe rewelacje, którymi przez ostatnie miesiące karmił cały kraj w obawie przed opublikowaniem raportu komisji Jerzego Millera postanowił zaatakować szefa MSWiA.
Szef parlamentarnego zespołu ds. obalenia rządu Tuska przy pomocy katastrofy smoleńskiej po roku od katastrofy dokonał cudownego odkrycia, którego efektem jest żądanie natychmiastowego odwołania ministra Jerzego Millera ze stanowiska szefa Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Poseł Macierewicz zarzucił Millerowi bezprawne objęcie stanowiska szefa komisji, które może mieć znamiona przestępstwa. Dalsza cześć wypowiedzi dyżurnego komika Prawa i Sprawiedliwości to pokaz prawdziwych intencji, które przyświecają obawiającemu się treści przygotowywanego raportu posłowi. Zdaniem Macierewicza, raport polskiej komisji, którą kieruje nielegalnie wybrany szef może zostać podważony. Były likwidator WSI potrzebował aż 11 miesięcy na to żeby dojść do absurdalnego wniosku mówiącego o tym, że wszyscy tworzący raport robią to bezprawnie. Końcowe wnioski naczelnego śledczego IV RP przyprawiają czytelnika o prawdziwy zawrót głowy.
Nowe kłamstwa dotyczące legalności składu osobowego komisji badającej przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem mają przygotować płaszczyznę pod totalną krytykę i próby dyskredytacji ministra Millera oraz pracujących dla niego ekspertów. Poseł PiS widząc nieuchronne fiasko swoich plugawych poczynań wokół Smoleńska najwyraźniej popada w panikę i już dziś mówi o tym, że w raporcie komisji szefa MSWiA zamiast prawdy będą oszustwa i sianie zamętu porównywane do smoleńskiej mgły. Wierny sługus Kaczyńskiego obwieścił upadek autorytetu Rzeczpospolitej, który spowodowany jest faktem badania sprawy katastrofy przez człowieka, który jest bezpośrednim zwierzchnikiem nieudolnie działającego Biura Ochrony Rządu. Grzechem ministra Millera i samego BOR-u jest według szaleńca z PiS niedopełnienie obowiązków związanych z zabezpieczeniem lotu i bezpiecznego lądowania prezydenckiego samolotu, co mogło przyczynić się do wypadku. Zemsta za Smoleńsk, którą poprzysiągł Tuskowi prezes Kaczyński wkracza w swoją decydująca fazę.
komentarzy
Poniedziałek [ 7.03.2011, 13:23]
Poseł Adam Hofman z Prawa i Sprawiedliwości był łaskaw zakwestionować konstytucyjne prawa, jakie przysługują głowie państwa twierdząc, że wypowiedź prezydenta Bronisława Komorowskiego, w której stwierdził, że jego suwerennym prawem jest desygnowanie konkretnego kandydata na stanowisko Prezesa Rady Ministrów jest atakiem i próbą zdyskredytowania prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Hofman, któremu najwidoczniej wydaje się, że już dziś wygrał wybory zarzucił Komorowskiemu, ze ten ostrzega elektorat PiS przed tym, że kandydatura Jarosława Kaczyńskiego na premiera nie zostanie przez prezydenta zaakceptowana. Zabiegi Komorowskiego, który jest w zmowie z Platformą nic nie dadzą gdyż według Adama Hofmana PiS jest w stanie wygrać wybory wielką ilością głosów i samotnie rządzić bez potrzeby zawierania jakichkolwiek koalicji.
Rzecznik PiS ustosunkował się również do zarzutów, jakie stawia się współpracującemu z gangsterami zięciowi tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Sprawę Adama S. ps. "Matucha", z którym Dubieniecki jest związany od czasu dziwnego ułaskawienia go przez Lecha Kaczyńskiego Hofman nazwał próbą oczerniania zmarłego prezydenta przed obchodami rocznicy 10 kwietnia. Również i tym razem winnym okazał się prezydent Komorowski, który będąc w zmowie z PO i premierem Tuskiem atakuje nieżyjącego Lecha Kaczyńskiego i jego niczemu niewinnego zięcia. Poseł PiS przeświadczony o wielkim zwycięstwie jego partii kolejny już raz wykluczył zawiązanie koalicji parlamentarnej z SLD. Sojusz lewicy Demokratycznej to według Hofmana partia starych towarzyszy, którzy skupiają się na atakach na Kościół i wartości chrześcijańskie.
komentarze